Zniesienie Konkordatu Watykańskiego, jako zerwanie stosunków dyplomatycznych z Watykanem. Moim zdaniem, nie jest to nam w ogóle potrzebne. Nie czerpiemy z tego korzyści, lecz same straty (np. wysyłanie corocznej daniny pochodzącej ze skarbu państwa). Zacytuje fragmenty artykuł "Uwagi nad Konkordatem" za portal racjonalista.pl
2. Konkordat polski przyjmuje jako generalną dyrektywę układania stosunków między państwem polskim a Kościołem Katolickim zasadę wzajemnej niezależności i autonomii, każdego w swojej dziedzinie oraz poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach (art. 1). Zakres przedmiotowy dziedzin działania państwa i kościoła nie został precyzyjnie określony, co rodzić będzie w praktyce rozbieżności interpretacyjne, a gdy zgodnie z art. 28 nie da się ich usunąć w drodze dyplomatycznej, może grozić poważnym i trwałym konfliktem. Wzajemna niezależność i autonomia obydwu podmiotów powinna być jak największa, a ich ograniczenia, względnie ingerencja jednego podmiotu w sferę działania drugiego muszą mieć charakter wyjątkowy i przekonywujące uzasadnienie merytoryczne. Rozpatrując z tego punktu widzenia przepisy konkordatu należy stwierdzić, że gwarantuje on Kościołowi Katolickiemu niemal pełną niezależność od państwa. Natomiast niezależność państwa, zarówno organizacyjna jak i funkcjonalna doznaje istotnych ograniczeń o czym świadczą: przyznanie osobowości cywilnoprawnej wszystkim osobom prawnym, tworzonym na podstawie prawa kanonicznego, bez ograniczenia ich do osób prawnych realizujących cele religijne i kultowe (art. 4), powierzenie funkcji urzędnika stanu cywilnego duchownym (art. 10), brak jakichkolwiek uprawnień nadzorczych nad programami i realizacją nauczania religii w szkołach publicznych (art. 12), pozbawienie uprawnień autonomicznych uniwersytetów państwowych przy tworzeniu wydziałów teologii (art. 15), brak ustalenia kryteriów opodatkowania osób duchownych i kościelnych osób prawnych, ograniczenie niezależności państwa przy tworzeniu ustawodawstwa finansowego, dotyczącego instytucji i dóbr kościelnych oraz duchowieństwa (art. 22) oraz szeroki zakres dotowania działalności religijnej z budżetu państwa, przy braku kontroli nad wydatkowaniem subwencji państwowych.
Z kolei zakres ingerencji państwa w sferę autonomii Kościoła ma niewielki zakres, a niekiedy opiera się na mało racjonalnych przesłankach. Ma ona uzasadnienie, gdy chodzi o podległość jurysdykcyjną katolików polskich biskupom obcym, mającym siedzibę poza granicami państwa (art. 6 ust. 2). Trudno jest natomiast znaleźć argumenty przemawiające za zakazem udziału biskupów polskich w konferencjach episkopatu w innym państwie czy udziału biskupów obcych w Konferencji Episkopatu Polski, czy wymóg obywatelstwa polskiego od kandydatów na stanowiska biskupów w Polsce. Są to sprawy wewnętrzne Kościoła. Zbędne też wydaje się zobowiązanie Stolicy Apostolskiej do informowania rządu o zamierzonej nominacji biskupa diecezjalnego skoro władze państwowe nie mają prawa zgłaszania zastrzeżeń.
Konkordat wprowadza do polskiego systemu prawnego różnicowanie uprawnień obywateli według kryterium religijnego, co prowadzi do naruszenia zasady równouprawnienia obywateli. Jego konsekwencje w zakresie prawa małżeńskiego są trudne do przewidzenia, zwłaszcza gdy chodzi o małżeństwa mieszane wyznaniowo. Znane są natomiast dla równouprawnienia dzieci konsekwencje wprowadzenia nauki religii przez ustawę o systemie oświaty z 1991 r. Jej postanowienia, nieco zmienione, powtarza konkordat. Aby zasada ta mogła być zrealizowana, każde dziecko powinno mieć prawo do nauczania religii w szkole publicznej. Przyznaje im to prawo nowa konstytucja, ustawa o systemie oświaty, a Minister Edukacji Narodowej pozbawia je tego prawa ustalając w dowolny sposób kryterium 7 dzieci tego samego wyznania w szkole. Kościoły, które nie spełniają tego wymogu, uczą religii nadal poza szkołą. Co więcej, Trybunał Konstytucyjny pozbawił je prawa do umieszczania stopnia z religii na świadectwie szkolnym. Korektę tego stanu rzeczy wprowadziły ustawy indywidualne określające stosunek państwa do poszczególnych kościołów, ale nie objęły one wszystkich dzieci pobierających naukę religii poza szkołą.
3. Konkordat przewiduje organizowanie nauki religii katolickiej przez państwo. Dodaje, że to nauczanie ma się odbywać w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych. Akcentuje wyłączną wolę rodziców do decydowania o pobieraniu nauki religii przez ich dzieci w szkołach ponadpodstawowych, odbierając dzieciom katolickim prawo do samodzielnego decydowania w tej sprawie.
Można zapewne, z dużą wprawdzie trudnością, bronić poglądu, że wprowadzenie nauczania religii do szkół publicznych da się pogodzić z niezależnością państwa od Kościoła. Zależy to od interpretacji słowa „organizuje" w ramach planu zajęć szkolnych. Gdy następuje to przy poszanowaniu prawa do milczenia, unikaniu dyskryminacji dzieci należących do mniejszości wyznaniowych, wolności sumienia i wyznania rodziców dzieci niewierzących, pogląd taki można uzasadniać. Konkordat przez swoją ogólnikowość nie daje gwarancji, iż jego interpretacja pójdzie w tym kierunku. Biorąc pod uwagę interpretację nadaną słowu „organizuje" przez rozporządzenie MEN z 14 kwietnia 1994 r. i orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 20 kwietnia 1993 r. należy przypuszczać, że ta interpretacja nie ulegnie zmianie po ratyfikacji konkordatu i państwo formalnie niezależne od Kościoła przy realizacji obowiązków szkolnych nabierze cech państwa wyznaniowego. Świadczy o tym żądanie od rodziców składania deklaracji w sprawie pobierania nauki religii przez ich dzieci, prowadzenie dokumentacji nauczania religii przez szkołę, co umożliwia dyskryminację dzieci nie uczęszczających na religię, opłacanie nauczycieli religii przez państwo, ich udział w radach pedagogicznych, odmawianie modlitwy na rozpoczęcie zajęć szkolnych i wieszanie krzyży w salach lekcyjnych.