Proponuję wam pewien eksperyment myślowy.
Mamy 10 osób. Każda z nich pracuje w swojej branży i każda zarabia miesięcznie 1000 zł. Jedna z tych osób jest rolnikiem. Oprócz nich jest jeszcze jedna osobą którą nazwijmy Rządem. Zabiera ona każdej osobie po 500 zł i wyświadcza im usługi policyjne i kontroluje porządek monetarny. Pewnego dnia Rząd (w związku z tym że zaczynają się wybory...) wpada na pewien pomysł. Zamierza płacić rolnikowi dotacje, żeby mógł kupić sobie sprzęt i zmodernizować gospodarstwo. Wydawało by się że to jest dobry pomysł. Rolnik będzie miał pieniądze na inwestycje a zapłacą inni. Proces jest doskonale opisany w mediach aż do tego momentu.
To czym mało kto się interesuje jest dalsza część procesu. Żeby wypłacić rolnikowi dotacje, Rząd zabiera dodatkowo każdej z tych osób (także rolnikowi...) po 100 zł miesięcznie. Teraz rząd ma 1000 zł miesięcznie na dotacje. Żeby miał je kto nadzorować Rząd odciąga od pracy jedną z tych osób i proponuje jej stanowisko Wielkiego Ministra od Spraw Rozdawania Dotacji Rolnikowi. Minister jako wynagrodzenie zatrzymuje sobie miesięcznie 500 zł a 500 daje rolnikowi. Z początku rolnik zarabiał 500 zł miesięcznie. Teraz nawet po odliczeniu nowego podatku zarabia 900 zł miesięcznie więc jest szczęśliwy.
Nie na długo.
Jak już niektórzy zauważyli żeby sfinansować dotacje rząd zabrał pieniądze klientom rolnika którzy kupowali od niego wcześniej żywność. Jako że klienci mają mniej pieniędzy kupują od rolnika mniej towarów i rolnik i tak teraz zarabia 500 zł miesięcznie i tak. Tyle że teraz ma mniej roboty bo nie musi sprzedawać swoich produktów.
Na tym właśnie polega polityka przyznawania dotacji i wywalania pieniędzy w różnego rodzaju "plany ratunkowe" czy "wspieranie" czegoś tam. Najpierw zabiera się klientom rolnika pieniądze przez co wpada on w złą sytuację. Potem się go w tej sytuacji wspomaga i jest zadowolony bo nic nie musi robić. OI tak to działa w każdym innym przypadku. To po prostu subsydiowanie NICNIEROBIENIA. Rynek wspiera tych którzy produkują, dzięki czemu produkujących jest więcej. Dotacje wspierają tych którzy mają problemy, dzięki czemu mających problemy jest więcej.
Drugą stratą jest to że odrywa się do produktywnej pracy osoby do nadzorowania wydawania tych pieniędzy, przez co tracimy podwójnie. Jak zauważyliście monetarnie nie ma to znaczenia - pieniądze trafiają i tak do tych samych ludzi, w takiej samej ilości. Niestety już są niej warte, gdyż na rynku pojawia się mniej towarów i mniej można za nie kupić.
Więc proszę mi nie wyskakiwać z pomysłami "wspierania" czegokolwiek za pomocą dawania komuś pieniędzy zabranych komuś innemu. Konsekwencje mogą być katastrofalne.
Pozdrawiam.
PS. Jest wyjątek od tej reguły! Wtedy kiedy pieniądze pochodzą od ludzi spoza macierzystego rynku człowieka któremu da się dotacje. Spoza rynku nie oznacza "zza granicy". Bo jeśli dostaje się jakieś pieniądze zza granicy to automatycznie za granicą mają mniej pieniędzy żeby kupować nasze towary. Dotacje od królestwa Brunei z którym nie handlujemy byłyby bardzo mile widziane!







Nowości